Masunog 7 ~ Ramiel

Kolejność rozdziałów zostanie zmieniona. Kontynuować?

Rozdział zostanie usunięty z opowiadania. Kontynuować?

Nie można usunąć ostatniego rozdziału w opowiadaniu!

Autor:
Wersja:
Autor ostatniej rewizji:
zmodyfikowany 11-01-10 22:06

Ramiel (orygiał)

Ramiel (wersja)

Wersja 1 z 2

1

 

Nie zdążyłem jeszcze na dobre odpocząć po serii przesłuchań i analiz zamykających śledztwo na Agelis, czasem zdawało mi się, że cała ta papierkologia jest bardziej męcząca niż sam pobyt na zatopionej planecie, gdy dostałem wiadomość od Magnusa. Była krótka: „Mój przyjaciel, Inkwizytor Veronika Lambert, Ordo Hereticus, prosił mnie o wsparcie w postaci zaufanego agenta. Wysyłam ciebie. G.M.R.”

„G.M.R” w epistolografii Inkwizycyjnej było skrótem od „godnie mnie reprezentuj”, choć niektórzy twierdzili że chodziło raczej o: „gówno masz robić”.

Dwa dni później znajdowałem się już na pokładzie lądownika, czekając na przejęcie przez frachtowiec „Troy”. Spóźnili się jedynie dwadzieścia godzin. Na handlowcu, cztery sektory jednego z pokładów w części rufowej zostały zarezerwowane przez zespół Veroniki. Samej Inkwizytor nie było na pokładzie. Całe dochodzenie należało do śledczego Thomasa Kane'a.

- Nazywam się Thomas Kane i od dziś, do końca tej operacji należycie do mnie. Nie interesuje mnie jak było tam, gdzie wcześniej byliście. U mnie za lenistwo albo głupotę kończy się z ołowiem w dupie, więc sugeruję słuchać uważnie.

Twarz miał kanciastą, jakby ją wyrąbano w kamieniu. Głos niski, donośny, adekwatny do pozycji.

- Macie szczęście trafić na samą końcówkę trwającego ponad pięć lat śledztwa. Żaden z was nie pracował dla Lambert, żaden z was nie pracował dla Ordo Hereticus. I właśnie dlatego tu jesteście. Ja sam formalnie jestem martwy od pół roku. Wszystko to dlatego, że mamy kreta po naszej stronie. Dlatego od dziś, do końca operacji, nie kontaktujecie się z nikim poza mną i bazą. Bazę stanowi zespół analityczny, którego nie spotkacie i który znajduje się już na miejscu. Baza zapewnia wywiad i koordynację, ale żadnego wsparcia ponadto, zrozumiano?

Nikt z siedmiu słuchaczy znajdujących się w pomieszczeniu nie oponował.

- Lecimy do systemu Masunog, by wylądować na siódmej planecie od lokalnego słońca. Planeta nie ma nazwy, bo techno pedały z Adeptus Mechanicus, które ją nadzorują od kilku tysięcy lat, nie raczyły jej sensownie nazwać. Dlatego będziemy o nią mówić Masunog 7. Zrozumiano?

Masunog 7 to jedna wielka kuźnia. Wydobywa się tam uran, aluminium, cynk, żelazo i chuj wie co jeszcze. Wszystko to, techno pedały przerabiają na czołgi, amunicję dla makro dział i inny ciężki syf, niezbędny ku szczęśliwemu istnieniu naszego kochanego Imperium. Zrozumiano?

Masunog 7 jest podzielony na dwie części. Jedna znajduje się na niewielkim kontynencie na północnej półkuli i jest zarządzana przez wymienione już przeze mnie pedały. Same siebie nazywają Genetorami1 i są jakąś tam subkulturą Dzieci Marsa. Na tyle oryginalną by była hermetyczna, na tyle starą, by trudno ich było po cichu puścić z dymem. Na kontynencie są wszystkie fabryki i tam odbywa się całe wydobycie.

Druga część planety, to sieć atoli, wysepek, lagun, raf, i wystających z dna strzępów ziemi, tworzących miejsce osiedlenia dla mieszkających tam ludzi. Ludzie ci zajmują się łowieniem ryb i hodowaniem wodnego badziewia na masową skalę. Część druga zapewnia w całości wyżywienie dla części pierwszej i jest zarządzana przez zbiór półgłówków zwany Senatem. Zrozumiano?

Na planecie obecność Administratum jest ograniczona do minimum, co oznacza jedynie kilkadziesiąt tysięcy łysych kretynów. Formalnie Masunog 7 cieszy się olbrzymią dozą, tych no, swobód. Formalnie obie części ze sobą współpracują i wszyscy są szczęśliwi. Senat raportuje techno pedałom, a techno pedały gubernatorowi. Imperialne transportowce co kilka miesięcy przylatują, odbierają sprzęt i żywność.

Nieformalnie Senat i pedały są od tysiąca lat w stanie cichej wojny i tolerują siebie tylko ze względu na makrobaterie umieszczone na orbicie. Senat zarzuca kontynentowi zatruwanie środowiska, co wpływa na zmniejszające się możliwości połowowe i trudności w wywiązaniu się z wymaganych Imperialnych danin. Kontynent zarzuca senatowi, jako de facto monopoliście, windowanie cen pożywienia, które podobno są wyższe niż dla zewnętrznych, wolnych kupców.

Wszyscy się tak bardzo kochają, że już kilka razy prawie doszło do wojny nuklearnej i tylko wizja wpierdolu z orbity, jaki im spuści nasza kochana flota, powstrzymują autochtonów przed rękoczynami. Cały pokojowy balans tej pieprzonej planety utrzymuje się na ostrzu noża i pięć lat temu otrzymaliśmy informacje, że ktoś go postanowił zachwiać. Ktoś, kto w dupie ma nasze makrodziała i komu ogólnie na rękę wielka rozpierducha. Dziś mniej więcej wiemy kto i gdzie, i dlatego jesteście potrzebni, zrozumiano?

Nie będzie łatwo i nie będzie szybko. Cichy stan wojny na planecie oznacza, że wszyscy trzęsą portkami, srają po gaciach, łatwo pociągają za spust i bawią się w podchody. A to oznacza, że oficjalnie gówno możemy zdziałać. Wywiad też mamy ograniczony. Od pięciu lat, stronę techno pedałów, penetruje, że tak powiem, nasz człowiek – ktoś zarechotał z tyłu - Drogo go to kosztowało i raczej nie będzie chciał o tym pogadać. Ważne jest to, że przygotował dla nas miejsce. Są papiery, są pozwolenia i są dane w systemie, których nie można podważyć. Wasze profile macie w dataslate'ach. Wykuć to na pamięć.

Specjalnie was nie przedstawiam. Po teczkach macie też dane pozostałych agentów. Wszystkie, z wyjątkiem doświadczenia, są fikcyjne. I lepiej niech tak pozostanie, ale jak ktoś bardzo chce narażać swoją rodzinę na problemy, nie będę powstrzymywał.

Mamy też człowieka po stronie wywiadu Senatu. Nazywa się Igor i będzie z nami pracował. - skinął w stronę niskiego faceta siedzącego z tyłu - Chłopaki od tysiąca lat gromadzą dane, więc trochę tego jest. Zadanie na dziś, to zapoznać się z profilami. Od jutra zaczynamy szkolenie. Mamy trzy miesiące lotu tym złomem, więc wystarczy czasu. Na koniec chcę byście wszyscy: a) byli przygotowani do działań dywersyjno-kontrwywiadowczych jak na adeptus Ordo Hereticus przystało, b) byli nieodróżnialni od mieszkańców miast-kopalni. Zrozumiano?

Spojrzałem po pozostałych. Jasna cera, wzrost niski do średniego, na moje oko pochodzą z gwiazd, kuźni lub kopców. Nikogo, kto cierpiałby na nadmiar słońca, deszczu i powietrza. Przynajmniej już wiem jakie były kryteria rekrutacji.

- Operacja nazywa się Resistere. Jakieś pytania? Nie. Dziękuję, wypierdalać!

1001 1
zmodyfikowany 11-01-10 22:08

Ramiel (orygiał)

Ramiel (wersja)

Wersja 1 z 1
  • 1 ~ Ramiel ~ 11-01-10 22:08

2

 

Jak wielką potęgę utraciliśmy. Jeszcze przed Mrocznym Wiekiem Technologii, człowiekowi udało dotrzeć do tysiąca planet i poddać je procesowi terraformacji. Dziś możemy się tylko domyślać na podstawie nielicznych, nieudanych przypadków, jak potworny był to nakład pracy. Masunog 7 jest przykładem prawie udanego procesu przekształcania. Istnieją przesłanki, iż planeta w swojej przeszłości znajdowała się dalej od gwiazdy. Skorygowano jej orbitę odrobinę za mocno, wobec czego stopiły się czapy lądolodu na biegunach i dwa z trzech kontynentów znalazły się prawie całkowicie pod wodą.

Z trzeciego kontynentu, nad powierzchnię oceanu wnosi się wiecznie pokryty chmurami, olbrzymi łańcuch górski, leżący wzdłuż granicy starcia płyt tektonicznych. Szczyty łańcucha sięgają dwunastu tysięcy metrów nad powierzchnię panoceanu. Tu właśnie odkryło bogate złoża rud, które Adeptus Mechanicus od tysiąca lat eksploatuje.

Najwyższe cztery kilometry nagich skał, szczytów, grani i przełęczy, zabudowano lądowiskami i instalacjami dostarczającymi stosunkowo czyste powietrze i wodę poniżej. Poniżej, aż do powierzchni oceanu, znajduje się wielokilometrowa warstwa toksycznych, wiecznych chmur, które powstały w wyniku działania ciężkiego przemysłu. Ludzie mieszkają i pracują w wydrążonych miastach-kopalniach, praktycznie nigdy nie wychodząc na powierzchnię.

Równiny dwóch pozostałych kontynentów znajdują się w większości pod wodą. Tam gdzie dno sięga nie głębiej niż pięćdziesiąt metrów, prowadzone są intensywne uprawy podwodne i nawodne. Pozostałe wody panoceanu, stanowią miejsce masowych połowów i hodowli ryb, dostarczając olbrzymich ilości zdrowej żywności.

Społeczność żeglarzy i nurków diametralnie różni się od zamieszkujących wnętrza kopalni ludzi. W kopalniach obowiązuje silna hierarchia i podział na kasty. Ludzie morza z natury są niezależni i zdecentralizowani, w wyniku czego rządy nad nimi sprawuje wybierany w powszechnych wyborach senat.

Człowiek raz jeszcze świetnie przystosował się do warunków, które przypadkowo stworzył.

1002 1
zmodyfikowany 11-01-10 22:26

Ramiel (orygiał)

Ramiel (wersja)

Wersja 1 z 1
  • 1 ~ Ramiel ~ 11-01-10 22:26

3

 

Z dokumentów które otrzymałem wynika, że pierwsze symptomy niebezpieczeństwa zostały wykryte pięć lat temu. Zespół Prekognitywny Aktywnego Bezpieczeństwa, ZPAB, w Tricorn zaalarmował służby wywiadowcze. Potwierdzona przez trzech niezależnych Scholar Obscurus wizja pokazywała Masunog 7 spływający krwią. W nieodległej przyszłości miały zginąć miliony.

Przeprowadzone śledztwo nic nie wykazało. Ze względu na trudności w infiltracji, przygotowano na przyszłość śpiących agentów. Sprawa została zamknięta na jakiś czas.

Rok temu wizja się powtórzyła. Tym razem była dokładniejsza. Sprecyzowano okres czasowy i miejsce wydarzenia inicjującego tragedię: koniec roku, miasto 01. Obudzono agentów. Sprowadzono wywiad. Zorganizowano zespół do działań doraźnych na miejscu.

Nas.

1003 1
zmodyfikowany 11-01-10 22:26

Ramiel (orygiał)

Ramiel (wersja)

Wersja 1 z 1
  • 1 ~ Ramiel ~ 11-01-10 22:26

4

 

Nazywam się Des Benitez Yañez i jestem medykiem urodzonym na Masunog 7. Specjalizuję się we wszczepianiu, naprawie implantów oraz protez i chirurgii ogólnej. Przez dwanaście lat pracowałem w mieście-kopalni 22, ale moim marzeniem było przeprowadzić się do 01, co w końcu udało mi się zrealizować. Za trzy miesiące mam zorganizowaną przeprowadzkę.

Trzy miesiące lotu spędzamy na szkoleniach. Podstawą jest kultura, dialekt i wiedza ogólna którą posiadają mieszkańcy kopalni. Do tego mamy informacje wywiadowcze, potencjalne cele, ćwiczenia z obchodzenia systemów zabezpieczeń i poważne szkolenie z materiałów wybuchowych.

Analitycy wspólnie utrzymują, że najłatwiejszym sposobem by dokonać hekatomby na ludziach, na planecie produkującej broń, jest użycie podziemnych ładunków wybuchowych olbrzymiej mocy. W efekcie potencjalnego łańcucha wybuchów składów amunicji i fabryk może dojść nawet do zawalenia wewnętrznej struktury miasta i śmierci wszystkich dwudziestu milionów mieszkańców.

1004 1
zmodyfikowany 11-01-10 22:26

Ramiel (orygiał)

Ramiel (wersja)

Wersja 1 z 1
  • 1 ~ Ramiel ~ 11-01-10 22:26

5

 

- No i stoi ten chujek przede mną i szczerzy zęby. Rozumiesz? Szczerzy zęby. Oż ty skurwielu, myślę sobie, nie chcesz mi pomóc to zaraz się zabawimy. I że niby wyciągam jakiś pergamin i coś zapisuję, a potem do niego: „Na mocy nadanej mi przez Jego Wszechwładność Imperatora oraz w zgodzie z Codexus Lexicum Adeptus Arbites, artykuł 8539/2345, punkt piąty, pracownika Administratum o numerze K783O2445 uznaje się winnym utrudniania śledztwa, zaniedbania i sprzeciwiania się jedynej słusznej władzy oraz skazuje się go niniejszym na karę śmierci w trybie natychmiastowym.”

Wyciągam gnata z kabury i celuję mu prosto w te jego, przed chwilą jeszcze wyszczerzone, zęby. I patrzę jak mu mina rzednie. Mam cię skurwielu, myślę. Ale jadę dalej: „Od wyroku oskarżonemu przysługuje jedna apelacja. Czy oskarżony chce skorzystać z apelacji?. Tak! - piszczy, a ja na to: Odwołanie przyjmuję i na mocy danej mi przez Adeptus Arbites, rozpatruję negatywnie. Wyrok wchodzi w życie.” I przeładowuję broń. Mówię ci, jak słowo honoru, skurwiel się zesrał, bo zaczęło tak śmierdzieć, że hej. „Nie! Nie!”, krzyczy, „Ja powiem! Wszystko powiem!” No i faktycznie wszystko wygadał. Tak to mi się przydała raz znajomość protokołu i to że w pierdlu siedziałem. W życiu bym nie pomyślał, że taką szopkę będę kiedyś odstawiał.

- Zastrzeliłeś go?

- Kogo? Tego biurwokratę? Aaaa... nie pamiętam. Chyba tak. Co będzie innych męczył. Jak się mi nie bał trudności robić, to pomyśl, ile, taki skurwiel, może zwykłym ludziom krwi napsuć.

- W sumie racja. Skończyłeś?

Ramirez odsunął się od naszej budowli i popatrzył krytycznym okiem.

- Chyba tak.

- Chyba? Jak chyba pierdolnie, i chyba nam odłamki tego żelastwa w dupę powbija, to chyba zrobię ci z mózgu kotlet mielony.

- Ty, weź się nie czepiaj. Czy ja wyglądam jakbym od urodzenia mosty wysadzał? Czy mi matka do kołyski zapalnik wkładała? Chyba jest dobrze, co ci więcej, kurwa, mogę powiedzieć? Chcesz to sam sprawdź.

Sprawdziłem. Faktycznie na tyle, na ile mogłem ocenić, chyba było dobrze.

- To co, kabum? - zapytałem.
- Kabum, kurwa. Wynośmy się stąd.

Przeszliśmy za ceramstalową osłonę, osłaniającą róg olbrzymiej hali, w której prowadziliśmy ćwiczenia. Popatrzyliśmy jeszcze raz przez przeziernik na efekty naszej pracy.

Na środku hali, na podwyższeniu z żelbetonowostalowych płyt, stała dziwna konstrukcja, wysoka na siedem metrów, szeroka na pięć, zbudowana z metalu, kamienia, ceramstali, szkła i kilku innych materiałów. Jeszcze miesiąc temu, wraz z pozostałymi budowlami w naszej ładowni, startowała w konkursie architektonicznym na Scintilli, ale jej autor przegrał i teraz my mieliśmy dokończyć jej żywota.

- Zadzwonisz po Mruka?

- Dobra – odpowiedziałem i złapałem za interkom. - Mruk? Jesteśmy gotowi.

Po chwili przyszedł. Był kompletnie łysy, nie miał nawet brwi i rzęs. Nie miał też uszu, które zastępowały dwa zbiorcze mikrofony, wmontowane po obu stronach czaszki. Mimo syntetycznej skóry, szpeciły go stare poparzenia i rurka z respiratora, która przebijała mu szyję tuż powyżej podstawy. Mruk, można by powiedzieć, osiągnął mistrzostwo w swoim fachu, ucząc się na błędach.

Schował się z nami za osłoną.

- Jak tam chłopaki. Na proch? Ile poziomów?

- Cztery i pięć ładunków przy podstawie - odpowiedział Ramirez.

- No to jedziecie. I żeby mi tym razem żaden ze wskaźników nie zniknął.

Mruk nazywał wskaźnikami małe kozły z drewna, rozmieszczone symetrycznie wokół żelbetonostalowego podestu. Żaden z nich nie miał prawa doznać uszczerbku. Maksymalnie dwa mogły się przewrócić. Inaczej nie zaliczylibyśmy ćwiczenia.

- No to kabum – rozkazał Mruk.

Wcisnąłem przycisk na pilocie zapalnika. Pierwsza seria miniładunków zamieniła podstawę budowli w pył, sekundę później eksplodowały kolejne, opóźnione w stosunku do siebie, pierścienie materiałów wybuchowych. Obserwowałem z niepokojem, jak cała konstrukcja zapada się, niczym pod wpływem implozji, pod siebie. Naszym zadaniem była kontrolowana demolka. Mruk upierał się, że najlepszym sposobem opanowania materiałów wybuchowych są ćwiczenia. „Każdy” – powiadał – „może zrobić wielki pierdolnik. Kabum i chuj majtki rwie. Ale tylko dobry specjalista potrafi osiągnąć wybuchem obrany efekt, rozumiecie? Kupa ognia i dymu to banał, ale ukierunkować eksplozję w taki sposób żeby uszkodziła czołg i nie pozabijała ludzi w środku, to dopiero sztuka. Albo rozwalić most, tak by nie dało się go odbudować. Albo ścianę, tak by przy okazji nie zginęli ludzie obok niej stojący. Albo wysadzić kopalnię, tak by wszyscy pomarli. To jest artyzm, kurwa.”

Dlatego po tygodniu zajęć teoretycznych, przeszliśmy do ćwiczeń. Najpierw z prostymi wybuchami z różnymi rodzajami materiałów. Po opanowaniu podstaw, przeszliśmy do demolowania niedoszłych eksponatów konkursu architektonicznego.

Z niepokojem czekałem aż opadnie chmura pyłu. Ładunki były małe, dopasowane do wielkości celu, ale ustalanie ich mocy, opóźnień, kolejności i przewidywanie efektów, takie łatwe nie było. Ja i tak miałem prościej, bo dzięki znajomości chemii, matematyki i fizyki mogłem wspierać się obliczeniami. Ramirez robił na czuja. Miał szczęście że pracowaliśmy w parach.
- Dobra, zaliczone – stwierdził Mruk, gdy w końcu coś można było dojrzeć. Tylko jeden ze wskaźników leżał przewrócony. - Jutro zabieramy się za rozbrajanie i módlcie się, żeby lepiej wam poszło.

- A kto nam ładunki przygotuje? - zapytałem.

- Ja. Albo poproszę śledczego, żeby zabrał kilka pocisków z makrodział, chcecie? - wyszczerzył do nas, w paskudnym uśmiechu, sztuczne zęby.

1005 1
<< < 1 2 3 4 > >>

Aby dodać dyskusję, musisz się wcześniej zalogować.

Aby dodać komentarz, musisz się wcześniej zalogować.