Ramiel (orygiał)
Ramiel (wersja)
1
Nie zdążyłem jeszcze na dobre odpocząć po serii przesłuchań i analiz zamykających śledztwo na Agelis, czasem zdawało mi się, że cała ta papierkologia jest bardziej męcząca niż sam pobyt na zatopionej planecie, gdy dostałem wiadomość od Magnusa. Była krótka: „Mój przyjaciel, Inkwizytor Veronika Lambert, Ordo Hereticus, prosił mnie o wsparcie w postaci zaufanego agenta. Wysyłam ciebie. G.M.R.”
„G.M.R” w epistolografii Inkwizycyjnej było skrótem od „godnie mnie reprezentuj”, choć niektórzy twierdzili że chodziło raczej o: „gówno masz robić”.
Dwa dni później znajdowałem się już na pokładzie lądownika, czekając na przejęcie przez frachtowiec „Troy”. Spóźnili się jedynie dwadzieścia godzin. Na handlowcu, cztery sektory jednego z pokładów w części rufowej zostały zarezerwowane przez zespół Veroniki. Samej Inkwizytor nie było na pokładzie. Całe dochodzenie należało do śledczego Thomasa Kane'a.
- Nazywam się Thomas Kane i od dziś, do końca tej operacji należycie do mnie. Nie interesuje mnie jak było tam, gdzie wcześniej byliście. U mnie za lenistwo albo głupotę kończy się z ołowiem w dupie, więc sugeruję słuchać uważnie.
Twarz miał kanciastą, jakby ją wyrąbano w kamieniu. Głos niski, donośny, adekwatny do pozycji.
- Macie szczęście trafić na samą końcówkę trwającego ponad pięć lat śledztwa. Żaden z was nie pracował dla Lambert, żaden z was nie pracował dla Ordo Hereticus. I właśnie dlatego tu jesteście. Ja sam formalnie jestem martwy od pół roku. Wszystko to dlatego, że mamy kreta po naszej stronie. Dlatego od dziś, do końca operacji, nie kontaktujecie się z nikim poza mną i bazą. Bazę stanowi zespół analityczny, którego nie spotkacie i który znajduje się już na miejscu. Baza zapewnia wywiad i koordynację, ale żadnego wsparcia ponadto, zrozumiano?
Nikt z siedmiu słuchaczy znajdujących się w pomieszczeniu nie oponował.
- Lecimy do systemu Masunog, by wylądować na siódmej planecie od lokalnego słońca. Planeta nie ma nazwy, bo techno pedały z Adeptus Mechanicus, które ją nadzorują od kilku tysięcy lat, nie raczyły jej sensownie nazwać. Dlatego będziemy o nią mówić Masunog 7. Zrozumiano?
Masunog 7 to jedna wielka kuźnia. Wydobywa się tam uran, aluminium, cynk, żelazo i chuj wie co jeszcze. Wszystko to, techno pedały przerabiają na czołgi, amunicję dla makro dział i inny ciężki syf, niezbędny ku szczęśliwemu istnieniu naszego kochanego Imperium. Zrozumiano?
Masunog 7 jest podzielony na dwie części. Jedna znajduje się na niewielkim kontynencie na północnej półkuli i jest zarządzana przez wymienione już przeze mnie pedały. Same siebie nazywają Genetorami1 i są jakąś tam subkulturą Dzieci Marsa. Na tyle oryginalną by była hermetyczna, na tyle starą, by trudno ich było po cichu puścić z dymem. Na kontynencie są wszystkie fabryki i tam odbywa się całe wydobycie.
Druga część planety, to sieć atoli, wysepek, lagun, raf, i wystających z dna strzępów ziemi, tworzących miejsce osiedlenia dla mieszkających tam ludzi. Ludzie ci zajmują się łowieniem ryb i hodowaniem wodnego badziewia na masową skalę. Część druga zapewnia w całości wyżywienie dla części pierwszej i jest zarządzana przez zbiór półgłówków zwany Senatem. Zrozumiano?
Na planecie obecność Administratum jest ograniczona do minimum, co oznacza jedynie kilkadziesiąt tysięcy łysych kretynów. Formalnie Masunog 7 cieszy się olbrzymią dozą, tych no, swobód. Formalnie obie części ze sobą współpracują i wszyscy są szczęśliwi. Senat raportuje techno pedałom, a techno pedały gubernatorowi. Imperialne transportowce co kilka miesięcy przylatują, odbierają sprzęt i żywność.
Nieformalnie Senat i pedały są od tysiąca lat w stanie cichej wojny i tolerują siebie tylko ze względu na makrobaterie umieszczone na orbicie. Senat zarzuca kontynentowi zatruwanie środowiska, co wpływa na zmniejszające się możliwości połowowe i trudności w wywiązaniu się z wymaganych Imperialnych danin. Kontynent zarzuca senatowi, jako de facto monopoliście, windowanie cen pożywienia, które podobno są wyższe niż dla zewnętrznych, wolnych kupców.
Wszyscy się tak bardzo kochają, że już kilka razy prawie doszło do wojny nuklearnej i tylko wizja wpierdolu z orbity, jaki im spuści nasza kochana flota, powstrzymują autochtonów przed rękoczynami. Cały pokojowy balans tej pieprzonej planety utrzymuje się na ostrzu noża i pięć lat temu otrzymaliśmy informacje, że ktoś go postanowił zachwiać. Ktoś, kto w dupie ma nasze makrodziała i komu ogólnie na rękę wielka rozpierducha. Dziś mniej więcej wiemy kto i gdzie, i dlatego jesteście potrzebni, zrozumiano?
Nie będzie łatwo i nie będzie szybko. Cichy stan wojny na planecie oznacza, że wszyscy trzęsą portkami, srają po gaciach, łatwo pociągają za spust i bawią się w podchody. A to oznacza, że oficjalnie gówno możemy zdziałać. Wywiad też mamy ograniczony. Od pięciu lat, stronę techno pedałów, penetruje, że tak powiem, nasz człowiek – ktoś zarechotał z tyłu - Drogo go to kosztowało i raczej nie będzie chciał o tym pogadać. Ważne jest to, że przygotował dla nas miejsce. Są papiery, są pozwolenia i są dane w systemie, których nie można podważyć. Wasze profile macie w dataslate'ach. Wykuć to na pamięć.
Specjalnie was nie przedstawiam. Po teczkach macie też dane pozostałych agentów. Wszystkie, z wyjątkiem doświadczenia, są fikcyjne. I lepiej niech tak pozostanie, ale jak ktoś bardzo chce narażać swoją rodzinę na problemy, nie będę powstrzymywał.
Mamy też człowieka po stronie wywiadu Senatu. Nazywa się Igor i będzie z nami pracował. - skinął w stronę niskiego faceta siedzącego z tyłu - Chłopaki od tysiąca lat gromadzą dane, więc trochę tego jest. Zadanie na dziś, to zapoznać się z profilami. Od jutra zaczynamy szkolenie. Mamy trzy miesiące lotu tym złomem, więc wystarczy czasu. Na koniec chcę byście wszyscy: a) byli przygotowani do działań dywersyjno-kontrwywiadowczych jak na adeptus Ordo Hereticus przystało, b) byli nieodróżnialni od mieszkańców miast-kopalni. Zrozumiano?
Spojrzałem po pozostałych. Jasna cera, wzrost niski do średniego, na moje oko pochodzą z gwiazd, kuźni lub kopców. Nikogo, kto cierpiałby na nadmiar słońca, deszczu i powietrza. Przynajmniej już wiem jakie były kryteria rekrutacji.
- Operacja nazywa się Resistere. Jakieś pytania? Nie. Dziękuję, wypierdalać!